Dni sztuki współczesnej 5

34. Dni Sztuki Współczesnej.

Podsumowanie.

Kimże jesteś człowiecze, jeśli nie korzystasz z dobrodziejstw kultury? To pytanie towarzyszyło mi przez cały okres trwania 34. Dni Sztuki Współczesnej. Dzień po dniu szukałem czasu, a później i sił, aby znaleźć się tam, gdzie artyści mieli coś do przekazania.


Otwarcie DSW w postaci wystawy zdjęć Maurycego Gomulickiego uświadomiły mi, że sztuka to również historia i pamięć. Łagodnie wprowadziła mnie w klimat tego wydarzenia. Zaskoczenie pracami artysty mieszało się z podziwem. Kunszt w połączeniu z wytrwałością zaowocowały pracami, które utrwaliły swoiste dziedzictwo kulturowe. Kruchość ludzkiej natury i przemijalność nadały wagi temu dziełu. Za każdym zdjęciem kryła się osobna przeszłość i indywidualne doświadczenia, które doprowadziły właściciela dziar do punktu, w którym podjął decyzję o nadaniu swemu ciału nowego kolorytu.

Konsekwencje podejmowania decyzji pojawiały się pośród pozostałej oferty DSW. W sztuce pt. Henrietta Lacks ukazano jak podjęte czy też niepodjęte decyzje doprowadziły do wielkiego odkrycia, które zrewolucjonizowało świat medycyny. W zamyśle szlachetne, w konsekwencji ujawniające egoistyczną naturę człowieka.


Podobną sytuację prezentował obraz w reżyserii Ho Bo. Klasyczna sytuacja bazująca na bodźcu i reakcji na niego, rysuje przed widzem historię beznadziejności w walce z losem, aby na koniec zaskoczyć sposobem ucięcia fabuły. Bez wątpienia film pt. „Siedzący słoń” był najbardziej sugestywnym i przemawiającym do mnie dziełem. Zdominował moje myśli. Nie umniejszył jednak pozostałych. Wręcz przeciwnie, uwypuklił je, nadał im ostrości. Pozwolił na to, aby każdy następny dzień przynosił mi nowe, coraz to bardziej intensywne doświadczenia.

Dni Sztuki Współczesnej “Dzień po dniu”: Zobacz więcej

Obserwowanie twórczości artystycznej osób biorących udział w DSW tworzyło w głowie szereg skomplikowanych szlaków. Wiły się one i przecinały, każdy z nich był jedną ideą, myślą, koncepcją. Niektóre związane były z próbą zgłębienia istoty problematyki poruszanej w widzianym wydarzeniu jednak większość z nich dotyczyły refleksji nad samym sobą. Właśnie ta refleksja była najważniejszym aspektem, którym dane było mi przeżyć dzięki organizatorom tegorocznych DSW. Można nie rozumieć sztuki, ale nie sposób jej nie odczuwać. To powoduje, że jest ona uniwersalna dla każdego. Wielu obawia się z nią obcować, powodem może być brak wystarczające kompetencji do jej interpretacji. Jest to lęk bezpodstawny jednak bardzo realny. Brak bodźca prowadzącego do stawienia mu czołu zapętla nas w niechęci, która jeszcze bardziej oddala od sztuki. Czasem wystarczy tylko dać sobie szanse i nie narzucać sobie zbędnych ambicji. Bez kreowania wyimaginowanych interpretacji wystarczy pozwolić na to, aby poniosła nas chwila, wsłuchując się w samego siebie.

Obserwując uczestników DSW dostrzegało się te same, powtarzające się twarze, grono osób na co dzień związanych ze sztuką. Zdumiewające było, jak niewiele osób spoza tego środowiska postanowiło skorzystać z dobrodziejstw tak bogatej oferty. Z jednej strony dawało to poczucie wyjątkowości, przynależności do pewnej swoistej grupy, z drugiej strony istniało samo implantujące się wrażenie wyobcowania. Było to uczucie kompletnie absurdalne, ponieważ w żadnym momencie nie dało się odczuć tego, że jest się w niewłaściwym miejscu. Właśnie to przekonuje do tego, żeby każdy choć raz powinien spróbować przełamać wewnętrzny opór przed sztuką współczesną. Tym bardziej że dzieła, którymi obecnie większość z nas się zachwyca, niekiedy bulwersowały i szokowały ludzi obserwujących ich narodziny. Może właśnie podczas 35. Dni Sztuki Współczesnej dane nam będzie uczestniczyć w czymś, co za jakiś czas, stanie się dla przyszłych pokoleń wyjątkowe i poruszające. Czekam z niecierpliwością na to przyszłoroczne wydarzenie, ciągle poszukując odpowiedzi na pytanie, kim jestem i kim będę, jeśli nie korzystam z dobrodziejstw dostępnej kultury.

Przeczytaj więcej
Urodziny na torze wschodzący białystok
Tor Wschodzący Białystok kończy dwa lata