rozdILovI

34. Dni Sztuki Współczesnej – GALERIA.

Aktualizacja z dnia 28.05.2019

Poniedziałkowego popołudnia, 20 maja, rozpoczęła się 34. edycja Dni Sztuki Współczesnej. 

26.05.2019 – niedziela. „Wolność i cenzura w czasach postprawdy” – panel dyskusyjny i spektakl “Nigdy więcej wojny”.

Ostatni dzień 34. Dni Sztuki Współczesnej otworzył panel dyskusyjny pt. Wolność i cenzura w czasach postprawdy. Zaproszeni goście podjęli próbę przybliżenia uczestnikom problematyki współczesnej cenzury. Przed uczestnikami naszkicowali obraz czarno biały. Dominująca czerń, rysowała się z każdym zdaniem, każdą wypowiedzią. Nawet Alex Freiheit swą buntowniczością i sprzeciwem wobec społecznych okowów nie rozwiała pesymistycznej aury. Biel pojawiała się sporadycznie, nikłymi przebłyskami dając do zrozumienia, że jeszcze nie wszystko stracone. Takie jasne promyki przebijały z postawy rozmówców, dało się to szczególnie wyczuć w wypowiedziach Serhija Żadana.

Sprzeciw i dezaprobata dla szeroko pojętej cenzury, dysonowały z nakreślanymi historiami. Opowieści o przeciwnościach, z jakimi przyszło im się borykać, niekiedy bawiły, jednocześnie szarpiąc rozsądek swoim absurdem. Ukazywane „bitwy”, w jakich przyszło im walczyć, to jak tytanicznym uściskiem oplata ludzi system, społeczeństwo, a w końcu autocenzura, uzmysławiały maluczkość jednostki w oceanie praw i zasad. Wiele z tych bitew przegrano, jednak „wojna” jeszcze się nie zakończyła, dało się bowiem w tym wszystkim wyczuć przesłanie, krótkie i zwięzłe-po prostu róbmy swoje.

“Nigdy więcej wojny”

Kolejną atrakcją był spektakl pt. „Nigdy więcej wojny”. Przedstawienie o przeszłości, o tym, jak postrzegamy ją w różnych odstępach czasowych, jak ewoluuje ona w nas samych, zakłócana obrazem kontrolnym słabości ludzkiego ciała. Z każdym dniem szumy zamazują część naszych doświadczeń, ukrywając przed nami kolejne fragmenty wspomnień, tym samym uwypuklając te, które pozostają. Artyści, których ugościła Akademia Teatralna im. A. Zelwerowicza, z niemalże zegarmistrzowską dokładnością zbudowali opowieść o historii.

Jej główną osią była 91-letnia kobieta, która przeżywszy wojnę, mówi o swoich wspomnieniach z tego jakże trudnego okresu. Twórcy raz po raz dokładali kolejne, maleńkie mechanizmy uzmysławiające widzowi ciężar pamięci i to jak nabiera ona zapętlającego się charakteru. Ukazują powoli rodzące się zakłócenia, przez które ciężko się przebić i uchwycić ulegające degradacji wspomnienia.

Układ, nakładających się na siebie, kolejnych trybików ujmował, przyspieszając i zwalniając. Celowo wybijał nierówny rytm. Tony i kolory wirowały, pokazując to, czego nie sposób uchwycić, do samego końca trzymając w ryzach uwagę odbiorcy. Powtarzane ruchy i dźwięki z każdą kolejną chwilą ulegały delikatnej zmianie, uwypuklając to, jak z czasem nawet najdokładniejszy mechanizm ulega rozregulowaniu. Po wszystkim pozostał tylko gorący aplauz uznania dla kunsztu reżysersko-aktorskiego.

25.05.2019 – sobota. Tydzień Radykalnej Obfitości i “rozdILovI”.

Uczta ukoronowała Tydzień Radykalnej Obfitości zorganizowany w ramach DSW. Teren przy Galerii Arsenał Elektrownia na chwilę stał się miejscem możliwości… Przygotowane potrawy kusiły nie tylko wyglądem, a zwłaszcza tym, jak  i z czego zostały przygotowane.

W czasach, gdy populacja Ziemi zwiększa się w ekspresowym tempie, istotna staje się odpowiedź na pytanie, co jeść. W społeczeństwie, które nie odczuwa problemów ze zdobyciem pokarmu, może się to wydawać odległe i błahe, jednak tak niewiele trzeba, aby problem zaczął dotykać nas wszystkich. Ludzie, którzy dostrzegają istotę i powagę tego zjawiska, rozumieją również potrzebę krzewienia postaw otwartości na alternatywy.

Widzą oni ból i cierpienie istot skazanych na pożarcie przez tych, którzy uważają się za byt nadrzędny. Udowadniają, jak proste może być odejście od utartych schematów. Dają wybór, z którego można skorzystać, aby uchronić inne istoty od udręki i potwornej śmierci… pozostaje tylko pytanie, czy mając takie możliwości, wybierzemy słusznie.

“rozdILovI”.

Tego samego dnia, w Białostockim Teatrze Lalek, mieliśmy okazję zobaczyć projekt pt. rozdILovI, który uwodzi widza swoją onirycznością. Głos Serhija Żadana obleczony dźwiękami muzyki hipnotyzuje niczym unoszące się nad widownią motyle. Urzekał swym brzmieniem, jednak w wydźwięku okazywały się one ćmami, ginącymi co chwila w płomieniach brutalnej rzeczywistości obrazów, które Ola Mychajluk kreowała przed oczyma widzów.

W trakcie przedstawienia chciałoby się zamknąć oczy i śnić. Jednak nie pozwalały na to przykuwające wzrok szkice artystki, pochłanianie ich wzrokiem było silniejsze. Podobny efekt miała oprawa muzyczna, kojąca, spokojna, leniwie snuła swoją opowieść, aby po chwili przejść we wzbudzający niepokój ton. Wszystko współgrało ze sobą na każdej płaszczyźnie. Kusiło i uwodziło, a gdy dobiegło końca, pozostawiło sprzeczne uczucia, z jednej strony zachwytu z drugiej smutku, że to już koniec.

Natomiast w głowie kłębiły się myśli o tym, co dane nam było przeżyć. Artyści swoim dziełem otworzyli furtkę, przez którą do umysłu zaczął dostawać się inny świat. Ten, o którym istnieniu zawsze się wiedziało, a który pozostawał gdzieś poza percepcją, przez co będąc odrealniony.

23.05.2019 – czwartek. Pokaz filmu „Siedzący słoń”.

Czwartek, 23 maja, na ten dzień organizatorzy DSW zaplanowali pokaz filmu „Siedzący słoń” reż. Hu Bo. Blisko czterogodzinny obraz, który powoli zaraża widza koncentracją. Dzięki spokojnym, stonowanym ujęciom kamery podążającej za bohaterami zaczyna się czuć z nimi więź. Gdy większość ujęć skoncentrowanych jest na twarzy aktorów, to drugi plan majaczy w rozmytej mgle. Niektórych sytuacji widz musi się domyślać, znajdują się bowiem poza kadrem. Te niedopowiedzenia zmuszają odbiorcę do rozbudowywania przedstawionego świata w swojej wyobraźni. To między innymi z tego powodu przechodzi się w stan wzmożonej uwagi, a jest ona potrzebna do uchwycenia istoty fabuły oraz zrozumienia losów bohaterów. Ich historia nie jest skomplikowana i oscyluje wokół naturalnych cech ludzkiego charakteru, chęci zmienienia swojego życia, wyrwania się z marazmu, buntu przeciwko losowi.

Niczym w greckim dramacie przewrotne fatum prowadzi wszystkich ku nieuchronnemu przeznaczeniu. Powoli w głowie pojawiają się myśli, że są oni złapani w pułapkę życia. Otaczające bohaterów pręty nie pozwalają im wyrwać się z beznadziejności egzystencji. Podejmowane przez nich decyzje zwiększają napór krat, zmniejszając im przestrzeń i zmuszają do coraz szybszego działania, tym samym zamykając ich w błędnym kole. Ciężar filmu przytłacza jednak w taki sposób, że nie czuje się zmęczenia, leniwie prowadzona fabuła nie nudzi widza wręcz przeciwnie, zmusza do myślenia. Pobudzony umysł zaczyna analizować nie tylko to, co się dzieje na ekranie, ale również poddaje wnikliwej obserwacji własne jestestwo. Wypowiadane przez bohaterów zdania zaczyna się przyrównywać do własnego życia, przez co poniekąd samemu staje się jednym z nich. Tym bardziej, że sugestywność przekazu dosłownie pochłania widza.

Film nie jest trudny w odbiorze, ukazana w nim prostota życiowych losów znana jest wielu osobom. Nie to jest jednak jego najmocniejszą stroną. Siła dzieła Hu Bo tkwi w prawdziwości, obdartej ze złudzeń i zbędnych ubarwień. Takiego uczucia z reguły się unika, a reżyser przelewa go na widza. Pozostawia w nim rozdarcie, które albo z czasem zniknie, albo go pochłonie.

22.05.2019 – środa. ASIA LIVE! Singapur. C.D.

Trzeciego dnia Asia Live! Singapur miało swoją drugą odsłonę. Azjatyccy artyści słowem, gestem i ruchem przybliżyli widzom swoją sztukę. Urzekli, wyciszyli i poruszyli. Duchowym ciepłem i fizycznym, lodowatym zimnem. W ciszy przedstawienia Natashy Wei dało się wyczuć kulturowe różnice, ale i wspólne cechy wszystkich ludzi. Brak dźwięku był wyjątkowo znamienny, a huk migawki aparatu zdawał się dokonywać gwałtu na sztuce. Oglądając występ artystki, otoczenie zlewało się w jedność wokół centrum, którym była ona. Jej magnetyzm porażał zmysły, ograniczając je tylko do wzroku.

21.05.2019 – wtorek. ASIA LIVE! Singapur.

Drugi dzień Dni Sztuki Współczesnej przeminął. Pierwsza część Asia Live! Singapur i spektakl pt. Henrietta Lacks stały się już ich historią. Pozostaną częścią pamięci obserwatorów. Przedstawiony performance z Azji doprowadza do kolizji tego, co było z tym, co jest. Justin Lee uzmysławia nam, jak z wolna odcinamy się od korzeni. Natomiast przedstawienie w reżyserii Pani Anny Smolar ukazało to, jak jest dzięki temu, jak było. Spektakl nie szuka odpowiedzi. Opowiada historię znaną jednak tylko nielicznym. W opowieść o ogromnej wadze uzmysławiającej małość jednostki, przed oczyma widza malowała się istna „samotność w tłumie”, ponieważ śmierć jest doznaniem absolutnie intymnym. Artyści pomogli przejść odbiorcy przez dylematy moralne, wplatając sceny rozprężające. Nie dali jednak szansy na zapomnienie. Historia, którą zaprezentowali, wypala się w umyśle trwałym piętnem. Wciąga od samego początku dzięki umiejętnie zbudowanemu scenariuszowi powstałemu na bazie improwizacji.

Przykuwa uwagę, zmusza do koncentracji. Kalejdoskopowe sceny wirują przed oczyma, w przystępny sposób prezentując dzieje komórek HeLa. Odbiorca, chcąc nie chcąc sam sobie stawia pytanie, na które odpowiedź nie może być jednoznaczna, o ile w ogóle można ją znaleźć. W systemie zero jedynkowym owszem prostota takiej odpowiedzi uderza swoją oczywistością. Jednakże w chwili, gdy zastosuje się takie podejście, sami stajemy się bytami binarnymi. W takich chwilach istotne staje się to, czy chcemy zadawać takie pytania bowiem odpowiedź, może oddalić nas od człowieczeństwa. Spektakl stara się unikać tego ciężaru. Pani Anna Smolar przyznaje, że bliżej jej do humanistycznego wglądu w istotę moralnego problemu ukazanego w sztuce. Jednak to każdy z nas powinien w zaciszu własnego umysłu zastanowić się nad tym, jak jest cena postępu, odkryć dla „dobra ludzkości”, w których zanika człowiek jako jednostka. Przełomowych momentów, z których rodzą się egoizm i materialistyczne demony.

20.05.2019 – poniedziałek. Maurycy Gomulicki: Dziary – wystawa.

Wystawa fotografii tatuaży, które odbiegają od współczesnego wizerunku artyzmu, przyciągnęła ludzi chcących zobaczyć sposób, w jaki człowiek wyrażał siebie. Nie są to ozdoby wyszukane ani też wysublimowane. Proste niemalże do bólu i wykonane takimi też metodami.

Autor zdjęć nie koncentruje się na osobach i ich historii, a jedyne z dokładnością uważnego obserwatora dokumentuje to, jak ludzkie ciała stają się powiernikiem życiowych doświadczeń. Gomulicki uwiecznia z wolna zanikający fragment kultury, kiedyś w niektórych kręgach społecznych nieodzowny, a obecnie niemalże zanikający.

Fotografie w przedstawionej formie przemawiają swoją surowością niczym w reporterski sposób. Artysta nie ocenia, nie wartościuje, poszukuje i relacjonuje. Tym samym skłania odbiorców do tego samego. Mówi – zatrzymaj się przed zdjęciem, spójrz, postaraj się zrozumieć i jeśli masz możliwość, to podążaj moją ścieżką. Jej kierunkiem jest pamięć o nas samych i wszystkich fragmentach naszego istnienia, bez zbędnego wartościowania.


Przeczytaj więcej
Grillowanie w Ogrodzie Branickich